wtorek, 3 czerwca 2014

Na wygnaniu - Rozdział I

- To nie tak jak myślisz! - Powiedziała Susan z przerażeniem w oczach, które zaraz przerodziło się w zażenowanie.
- A skąd wiesz, o czym pomyślałem co? - Starałem się zachować spokój, mimo sytuacji która zaistniała. - Siedzisz w mojej głowie, że wiesz o czym pomyślałem?
- Nie chcę byś był na mnie zły. To był tylko jeden raz. Tak na prawdę tego nie chciałam.
- Twoje tłumaczenia są śmieszne. Nie chciałaś iść z nim do łóżka ale poszłaś bo co... Bo Ci się nudziło? - Nerwy zaczynały mi już puszczać. - Za mało Ci dawałem od siebie?
- Nie, Skarbie... Proszę Cie, nie przekreślaj nas! - Rzekła z takim błaganiem w głosie, że każdemu zrobiłoby się jej żal.
- Jeśli ktokolwiek coś przekreśla, to na pewno nie ja. Ty to zrobiłaś - Po czym spojrzałem znacząco i głęboko w jej oczy i wyszedłem z pokoju.
    Siedziałem w kuchni, podpierając głowę rękami i myśląc... Myśląc o tym co właśnie się stało. Tyle lat małżeństwa. Tyle radości. Przecież nic nie zapowiadało, że coś takiego się stanie. Jak mogła mi to zrobić?!
    Ciągła przeplatanka myśli nie dawała mi spokoju. Z jednej strony zraniła mnie jak praktycznie nikt, nigdy, a z drugiej nadal ją kochałem mimo wszystko. A może to tylko przyzwyczajenie? Może tak na prawdę nie boję się z nią rozstać, tylko boję się zostać sam? Z resztą, czy to ważne w tej chwili?
    W końcu podniosłem się z krzesła. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych, po drodze zgarniając kurtkę z wieszaka. Już byłem przy drzwiach gdy nagle poczułem dotyk na ramieniu.
- Poczekaj - rzekła Susan - nie wychodź. Porozmawiajmy, błagam Cie!
- Nie mamy o czym rozmawiać. Wracaj do swojego kochasia, może przynajmniej on Cie wysłucha. - Po tych słowach odtrąciłem jej rękę. Na twarzy pojawiły się łzy... wiele łez które świadczyły o tym, że żałuje. Ale nie potrafiłem jej wybaczyć. Nie teraz. Na pewno nie. Jestem typem człowieka, który chowa w sobie urazy na prawdę długo.
    Wychodząc, trzasnąłem drzwiami tak mocno, że sąsiad wyjrzał przez okno sprawdzić co się dzieje. Uśmiechnąłem się sztucznie w jego stronę, podnosząc rękę na znak, że wszystko jest w porządku. Zarzuciłem szybko kurtkę i ruszyłem przed siebie. Nie bardzo nawet wiem gdzie. Po prostu szedłem tam gdzie mnie nogi poniosły.
    Wieczór był chłodny. W prawdzie zbliżała się już wiosna. Dało się ją momentami odczuć. Słońce stawało się odczuwalne, oczywiście wtedy gdy wychodziło zza gęstych, czarnych chmur. Jednak teraz go nie było, więc nawet w kurtce odczuwałem przenikliwy chłód.
    Włożyłem rękę do kieszeni by sięgnąć po telefon. Może ktoś mnie szuka i nawet o tym nie wiem. Jednak to co tam znalazłem, zupełnie telefonem nie było. Złapałem ten dziwny, stosunkowo mały, płaski przedmiot i wyciągnąłem. - Skąd to się ... - zapytałem sam siebie z wielkim zdziwieniem, urywając w połowie. Było to zdjęcie. Zdjęcie mnie z Susan, sprzed lat gdy byliśmy jeszcze świeżym małżeństwem. Nie wiem czemu, ale widząc to zalałem się łzami. Nie zdążyłem nawet pomyśleć czemu i poco. Po prostu - łzy popłynęły. To bolesne, znaleźć takie zdjęcie w takiej chwili. Tylko co ono tu robiło. Czy na prawdę tak dawno nosiłem tą kurtkę? I tak wiadomo, że nie odpowiedziałbym sobie ale i tak się dręczyłem pytaniami.
    Po chwili poczułem złość. Jak dobrze, że Susan nie było obok. Jak dobrze, że przy niej jeszcze się opamiętałem, bo teraz nie wiem co bym zrobił. Podarłem zdjęcie i wyrzuciłem. Było całkiem ciemno więc nawet nie wiedziałem gdzie rzucam skrawki papieru. Szybkim chodem ruszyłem dalej.
    Znów zamyślony i zakłopotany, odpłynąłem zupełnie. Rzeczywistość przestała dla mnie istnieć. Wszelkie światła, wszyscy ludzie których mijałem, a nawet wcześniej przeszkadzający chłód zniknęły nie wiadomo gdzie. Z zadumy wyrwał mnie pewien mężczyzna.
- Ej gościu. Masz może 2 dolary? - spytał obserwując mnie dokładnie. Chwilę zajęło mojemu mózgowi przyswojenie tego pytania.
- Niestety nie, przykro mi - odpowiedziałem stanowczo, przy okazji rozglądając się na boki i zastanawiając gdzie do cholery mnie poniosło.
- Przeestań, na pewno coś się znajdzie. Poszukaj jeśli możesz.
- Na prawdę nic nie mam. Nie zabierałem z domu zupełnie nic. - Dziwnie się czułem tłumacząc się nieznajomemu, ale nie podobało mi się, że tak bardzo naciska.
- Jesteś pewien? A może pomogę Ci sprawdzić? - Trochę się przeraziłem ale starałem się zachować spokój, który został zachwiany w momencie gdy z jego dłoni pojawił się mały, lecz ewidentnie ostry nóż.
    Czas płynął tak powoli, że widziałem wszystko w zwolnionym tempie, choć myśli płynęły mi przez głowę z zawrotną szybkością. Spojrzałem na napastnika i powiedziałem:
- Nie chcę kłopotów. Gdybym miał pieniądze to bym Ci je dał. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Dawaj co masz, albo przedstawię Cie mojemu koledze. - Pokazał na nóż z tak szyderczym uśmiechem, że można by było się przerazić.
- Nie mam nic, człowieku daj mi spokój!
- Oj błędna odpowiedź... ale wiesz co ? Dam Ci ostatnią szansę. Sprawdź szybciutko kieszenie, daj mi wszystko co w nich jest i po kłopocie.
- Nic nie mam! - i chyba już w akcie desperacji, bo wiedziałem, że się od niego nie uwolnię, rzuciłem sie na kolesia z pięściami próbując wytrącić mu nóż z ręki.
    Wszystko trwało parę sekund. Cała szarpanina skończyła się dość szybko gdy poczułem cztery silne ukłucia w lewym boku. Napastnik odepchnął mnie i zaczął uciekać. Ja natomiast jeszcze chwilę stałem na nogach, całkowicie otumaniony. Dotknąłem ręką swojego boku. Była cała we krwi. Wzrok zaczynał mi szwankować, wszędzie pojawiała się mgła. W oddali widziałem postać człowieka oddalającego się ode mnie. To chyba był ten facet ale nie docierało to do mnie. Każda myśl urywała się w połowie bo na niczym już nie mogłm się skupić. W końcu nogi się pode mną ugięły i upadłem. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. "Czy to już koniec?"- tylko ta myśl dawała radę przebić się przez blokadę z szoku. Jedyne co zdołałem jeszcze zapamiętać to krzyk w oddali. Kobiecy krzyk "pomocy!"




Liczę na wasze komentarze :) . Miło by było wiedzieć, że komuś się podoba moja twórczość, ewentualnie przyjmę każdy rodzaj konstruktywnej krytyki, by wiedzieć co muszę poprawić :)