Dla niej mógłbym zabić.
Ręce krwią splamić.
Wydobyć cień ze słońca.
Próbować żyć jej oddechem...
Tak do końca!
Ocierać policzki, gdy łzy płyną rzewnie.
Uspokajać gdy rzuca spojrzenia gniewnie.
Wpatrywać się w Jej oczy piękne,
Których blask sprawia, że mięknę.
Dotykać tych aksamitnych włosów...
W głowie mam setki głosów.
Wszystkie krzyczą!...
Choć słyszę je tylko ja.
Jak węże syczą.
Są pełne nienawiści i zła.
Wyłamuję się spod ich agresji.
Nie poddaję się presji.
Dlatego wciąż do Niej dążę.
Z nadzieją, że Nas coś kiedyś zwiąże.
Że skradnę Jej pocałunek...
W usta prawdopodobnie słodkie jak trunek.
I choćbym miał zrobić z siebie idiotę...
Dla Niej, zapłacę każdą kwotę.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Przemyślenia
Mój świat nigdy nie był idealny...
Nie pamiętam, by cokolwiek wyszło mi tak, jak pragnąłem. Nie pamiętam, też bym choć trochę zbliżył się do upragnionego celu. Prawdopodobnie to ze mną jest coś nie tak. Ludzie osiągają w życiu tak wiele. Potrafią zdobyć, to czego tak bardzo pragną. Dostają nawet więcej, niż ja bym kiedykolwiek śnił mieć. A ja? Nie dostaję prawie nic. I nie to że siedzę z założonymi rękami, bo są sprawy, które wywołują u mnie szybsze bicie serca. Sprawy, dla których mógłbym rzucić wszystko i pognać, by tylko było tak jak być powinno. Lecz nawet wtedy nie jestem w stanie nic poradzić, gdy coś się wali... coś niszczeje... choć tak na prawdę wszystko zostaje jak dawniej. Wielokrotnie przed snem, gdy leżę i patrzę w ciemny i ledwo widoczny sufit, wyobrażam sobie, jak wspaniale bym się czuł, gdyby choć jedna jedyna rzecz... jedno jedyne pragnienie, czy marzenie, się w końcu spełniło. Zaraz potem, gdy tak pogrążam się w beztroskich rozmyślaniach, usypiam. Wędruję w świat snu, a rano, znów budzę się, otwieram okno i widzę tą ponurą rzeczywistość, gdzie znów wszystko jest takie samo i nic nie chce iść tak jak należy. Wtedy idę do łazienki, patrzę w lustro i zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Wpatrując się głęboko w swe oczy, szukam jakichś odpowiedzi, lecz po dłuższym czasie odwracam wzrok. Nie potrafię długo na siebie patrzeć. Czuję swego rodzaju żal o to, że jestem jaki jestem i choć nie mam zamiaru się zmieniać, to jednak to wszystko pozostaje. Jestem jeszcze młody. Życie pewnie w końcu mi przyniesie jakieś pozytywniejsze rozwiązania. Każdy musi doświadczyć trudności, by docenił, że w końcu jest dobrze. Taka kolej rzeczy. Szkoda tylko, że tak wiele tracę... tak wiele nadziei poszło się je*ać tylko dlatego, że nie potrafiłem zadbać o swoje.
Nie pamiętam, by cokolwiek wyszło mi tak, jak pragnąłem. Nie pamiętam, też bym choć trochę zbliżył się do upragnionego celu. Prawdopodobnie to ze mną jest coś nie tak. Ludzie osiągają w życiu tak wiele. Potrafią zdobyć, to czego tak bardzo pragną. Dostają nawet więcej, niż ja bym kiedykolwiek śnił mieć. A ja? Nie dostaję prawie nic. I nie to że siedzę z założonymi rękami, bo są sprawy, które wywołują u mnie szybsze bicie serca. Sprawy, dla których mógłbym rzucić wszystko i pognać, by tylko było tak jak być powinno. Lecz nawet wtedy nie jestem w stanie nic poradzić, gdy coś się wali... coś niszczeje... choć tak na prawdę wszystko zostaje jak dawniej. Wielokrotnie przed snem, gdy leżę i patrzę w ciemny i ledwo widoczny sufit, wyobrażam sobie, jak wspaniale bym się czuł, gdyby choć jedna jedyna rzecz... jedno jedyne pragnienie, czy marzenie, się w końcu spełniło. Zaraz potem, gdy tak pogrążam się w beztroskich rozmyślaniach, usypiam. Wędruję w świat snu, a rano, znów budzę się, otwieram okno i widzę tą ponurą rzeczywistość, gdzie znów wszystko jest takie samo i nic nie chce iść tak jak należy. Wtedy idę do łazienki, patrzę w lustro i zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Wpatrując się głęboko w swe oczy, szukam jakichś odpowiedzi, lecz po dłuższym czasie odwracam wzrok. Nie potrafię długo na siebie patrzeć. Czuję swego rodzaju żal o to, że jestem jaki jestem i choć nie mam zamiaru się zmieniać, to jednak to wszystko pozostaje. Jestem jeszcze młody. Życie pewnie w końcu mi przyniesie jakieś pozytywniejsze rozwiązania. Każdy musi doświadczyć trudności, by docenił, że w końcu jest dobrze. Taka kolej rzeczy. Szkoda tylko, że tak wiele tracę... tak wiele nadziei poszło się je*ać tylko dlatego, że nie potrafiłem zadbać o swoje.
sobota, 8 czerwca 2013
Fotografie po raz kolejny...
Witam serdecznie :) . Mam dla was kolejną porcję zdjęć. Nie ma co dużo gadać więc od razu przejdę do rzeczy:
Mam nadzieję że podobają wam się zdjęcia. Liczę na komentarze te pozytywne jak i krytykujące, bo mam zamiar kontynuować swoją przygodę z fotografią :)
![]() |
| 1. Taka tam mała część Aten |
![]() |
| 2. Kolejna mała część Aten. Jest na co patrzeć. |
![]() |
| 3. Chyba zacznę robić zdjęcia kwiatom. Są piękne |
![]() |
| 4. Pan który jest na zdjęciu niechętnie pozował. Zanim rozłożył skrzydła, zrobiłem mu około 10 zdjęć :D |
![]() |
| 5. Z dedykacją dla Dominiki. Bo lubi niebo :D |
![]() |
| 6. Usiąść na tej ławce i oglądać zachód słońca... |
![]() |
| 7. Kwiaty ... coś w sobie mają |
![]() |
| 8. Jedna z piękniejszych róż jakie kiedykolwiek widziałem. |
![]() |
| 9. Krwawa natura |
Mam nadzieję że podobają wam się zdjęcia. Liczę na komentarze te pozytywne jak i krytykujące, bo mam zamiar kontynuować swoją przygodę z fotografią :)
sobota, 1 czerwca 2013
Fizyczność
Jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia, a jednocześnie jak wiele. Stara się dawać z siebie wszystko, być uczuciowym, jednocześnie zapominając o swoich potrzebach fizycznych. Nieee... nie chodzi o stosunek. Po prostu, czasem budzę się i mam poczucie, że jestem sam, że nie mam się do kogo przytulić i kogo pocałować. Po prostu chce się zakopać pod kołdrą i z niej nie wychodzić, bo czuje się w sobie taką pustkę i bezsilność, mimo iż wiem, że mogę na prawdę wiele. Po prostu opadam z sił. Leżę i patrzę w sufit jak chory psychicznie, jakby szukając na nim odpowiedzi, których i tak nikt nie jest w stanie mi udzielić. Czuję się uwięziony we własnym ciele, przybity do swojej duszy, która jakby gnije we mnie i stara się wydrzeć serce i mózg z wnętrza. Jakby coś mnie związało za ręce i nogi... ale nie tak na prawdę. Czuję te pęta na kościach jakby były obciążone co najmniej 20oma kilogramami i stawały się coraz cięższe i cięższe, dzień w dzień. Brakuje mi czasem tchu. Ściskanie za gardło nie daje mi się cieszyć tlenem jak należy. Ale to nie jest ucisk taki jak przy chorobie, czy gdy zbiera się na płacz. To dziwne uczucie którego nie potrafię wyjaśnić. Budzę się z dreszczami i nieprzyjemnym mrowieniem w żołądku którego nie potrafię wyjaśnić. A temu wszystkiemu zawsze towarzysz lęk, strach, bezsilność i poczucie, że to czego się pragnie, nigdy nie zostanie spełnione. I pomyśleć, że to wszystko tylko dlatego, że pragnie się po prostu posmakować fizycznej strony związku międzyludzkiego. Czekam już długi czas... przeżyłem już wiele takich dni i prawdopodobnie, przeżyję kolejne tyle. Los tak chce? Żeby się nie zdziwił, gdy już więcej nie będzie musiał mnie doświadczać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








