Dla niej mógłbym zabić.
Ręce krwią splamić.
Wydobyć cień ze słońca.
Próbować żyć jej oddechem...
Tak do końca!
Ocierać policzki, gdy łzy płyną rzewnie.
Uspokajać gdy rzuca spojrzenia gniewnie.
Wpatrywać się w Jej oczy piękne,
Których blask sprawia, że mięknę.
Dotykać tych aksamitnych włosów...
W głowie mam setki głosów.
Wszystkie krzyczą!...
Choć słyszę je tylko ja.
Jak węże syczą.
Są pełne nienawiści i zła.
Wyłamuję się spod ich agresji.
Nie poddaję się presji.
Dlatego wciąż do Niej dążę.
Z nadzieją, że Nas coś kiedyś zwiąże.
Że skradnę Jej pocałunek...
W usta prawdopodobnie słodkie jak trunek.
I choćbym miał zrobić z siebie idiotę...
Dla Niej, zapłacę każdą kwotę.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Przemyślenia
Mój świat nigdy nie był idealny...
Nie pamiętam, by cokolwiek wyszło mi tak, jak pragnąłem. Nie pamiętam, też bym choć trochę zbliżył się do upragnionego celu. Prawdopodobnie to ze mną jest coś nie tak. Ludzie osiągają w życiu tak wiele. Potrafią zdobyć, to czego tak bardzo pragną. Dostają nawet więcej, niż ja bym kiedykolwiek śnił mieć. A ja? Nie dostaję prawie nic. I nie to że siedzę z założonymi rękami, bo są sprawy, które wywołują u mnie szybsze bicie serca. Sprawy, dla których mógłbym rzucić wszystko i pognać, by tylko było tak jak być powinno. Lecz nawet wtedy nie jestem w stanie nic poradzić, gdy coś się wali... coś niszczeje... choć tak na prawdę wszystko zostaje jak dawniej. Wielokrotnie przed snem, gdy leżę i patrzę w ciemny i ledwo widoczny sufit, wyobrażam sobie, jak wspaniale bym się czuł, gdyby choć jedna jedyna rzecz... jedno jedyne pragnienie, czy marzenie, się w końcu spełniło. Zaraz potem, gdy tak pogrążam się w beztroskich rozmyślaniach, usypiam. Wędruję w świat snu, a rano, znów budzę się, otwieram okno i widzę tą ponurą rzeczywistość, gdzie znów wszystko jest takie samo i nic nie chce iść tak jak należy. Wtedy idę do łazienki, patrzę w lustro i zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Wpatrując się głęboko w swe oczy, szukam jakichś odpowiedzi, lecz po dłuższym czasie odwracam wzrok. Nie potrafię długo na siebie patrzeć. Czuję swego rodzaju żal o to, że jestem jaki jestem i choć nie mam zamiaru się zmieniać, to jednak to wszystko pozostaje. Jestem jeszcze młody. Życie pewnie w końcu mi przyniesie jakieś pozytywniejsze rozwiązania. Każdy musi doświadczyć trudności, by docenił, że w końcu jest dobrze. Taka kolej rzeczy. Szkoda tylko, że tak wiele tracę... tak wiele nadziei poszło się je*ać tylko dlatego, że nie potrafiłem zadbać o swoje.
Nie pamiętam, by cokolwiek wyszło mi tak, jak pragnąłem. Nie pamiętam, też bym choć trochę zbliżył się do upragnionego celu. Prawdopodobnie to ze mną jest coś nie tak. Ludzie osiągają w życiu tak wiele. Potrafią zdobyć, to czego tak bardzo pragną. Dostają nawet więcej, niż ja bym kiedykolwiek śnił mieć. A ja? Nie dostaję prawie nic. I nie to że siedzę z założonymi rękami, bo są sprawy, które wywołują u mnie szybsze bicie serca. Sprawy, dla których mógłbym rzucić wszystko i pognać, by tylko było tak jak być powinno. Lecz nawet wtedy nie jestem w stanie nic poradzić, gdy coś się wali... coś niszczeje... choć tak na prawdę wszystko zostaje jak dawniej. Wielokrotnie przed snem, gdy leżę i patrzę w ciemny i ledwo widoczny sufit, wyobrażam sobie, jak wspaniale bym się czuł, gdyby choć jedna jedyna rzecz... jedno jedyne pragnienie, czy marzenie, się w końcu spełniło. Zaraz potem, gdy tak pogrążam się w beztroskich rozmyślaniach, usypiam. Wędruję w świat snu, a rano, znów budzę się, otwieram okno i widzę tą ponurą rzeczywistość, gdzie znów wszystko jest takie samo i nic nie chce iść tak jak należy. Wtedy idę do łazienki, patrzę w lustro i zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Wpatrując się głęboko w swe oczy, szukam jakichś odpowiedzi, lecz po dłuższym czasie odwracam wzrok. Nie potrafię długo na siebie patrzeć. Czuję swego rodzaju żal o to, że jestem jaki jestem i choć nie mam zamiaru się zmieniać, to jednak to wszystko pozostaje. Jestem jeszcze młody. Życie pewnie w końcu mi przyniesie jakieś pozytywniejsze rozwiązania. Każdy musi doświadczyć trudności, by docenił, że w końcu jest dobrze. Taka kolej rzeczy. Szkoda tylko, że tak wiele tracę... tak wiele nadziei poszło się je*ać tylko dlatego, że nie potrafiłem zadbać o swoje.
sobota, 8 czerwca 2013
Fotografie po raz kolejny...
Witam serdecznie :) . Mam dla was kolejną porcję zdjęć. Nie ma co dużo gadać więc od razu przejdę do rzeczy:
Mam nadzieję że podobają wam się zdjęcia. Liczę na komentarze te pozytywne jak i krytykujące, bo mam zamiar kontynuować swoją przygodę z fotografią :)
![]() |
| 1. Taka tam mała część Aten |
![]() |
| 2. Kolejna mała część Aten. Jest na co patrzeć. |
![]() |
| 3. Chyba zacznę robić zdjęcia kwiatom. Są piękne |
![]() |
| 4. Pan który jest na zdjęciu niechętnie pozował. Zanim rozłożył skrzydła, zrobiłem mu około 10 zdjęć :D |
![]() |
| 5. Z dedykacją dla Dominiki. Bo lubi niebo :D |
![]() |
| 6. Usiąść na tej ławce i oglądać zachód słońca... |
![]() |
| 7. Kwiaty ... coś w sobie mają |
![]() |
| 8. Jedna z piękniejszych róż jakie kiedykolwiek widziałem. |
![]() |
| 9. Krwawa natura |
Mam nadzieję że podobają wam się zdjęcia. Liczę na komentarze te pozytywne jak i krytykujące, bo mam zamiar kontynuować swoją przygodę z fotografią :)
sobota, 1 czerwca 2013
Fizyczność
Jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia, a jednocześnie jak wiele. Stara się dawać z siebie wszystko, być uczuciowym, jednocześnie zapominając o swoich potrzebach fizycznych. Nieee... nie chodzi o stosunek. Po prostu, czasem budzę się i mam poczucie, że jestem sam, że nie mam się do kogo przytulić i kogo pocałować. Po prostu chce się zakopać pod kołdrą i z niej nie wychodzić, bo czuje się w sobie taką pustkę i bezsilność, mimo iż wiem, że mogę na prawdę wiele. Po prostu opadam z sił. Leżę i patrzę w sufit jak chory psychicznie, jakby szukając na nim odpowiedzi, których i tak nikt nie jest w stanie mi udzielić. Czuję się uwięziony we własnym ciele, przybity do swojej duszy, która jakby gnije we mnie i stara się wydrzeć serce i mózg z wnętrza. Jakby coś mnie związało za ręce i nogi... ale nie tak na prawdę. Czuję te pęta na kościach jakby były obciążone co najmniej 20oma kilogramami i stawały się coraz cięższe i cięższe, dzień w dzień. Brakuje mi czasem tchu. Ściskanie za gardło nie daje mi się cieszyć tlenem jak należy. Ale to nie jest ucisk taki jak przy chorobie, czy gdy zbiera się na płacz. To dziwne uczucie którego nie potrafię wyjaśnić. Budzę się z dreszczami i nieprzyjemnym mrowieniem w żołądku którego nie potrafię wyjaśnić. A temu wszystkiemu zawsze towarzysz lęk, strach, bezsilność i poczucie, że to czego się pragnie, nigdy nie zostanie spełnione. I pomyśleć, że to wszystko tylko dlatego, że pragnie się po prostu posmakować fizycznej strony związku międzyludzkiego. Czekam już długi czas... przeżyłem już wiele takich dni i prawdopodobnie, przeżyję kolejne tyle. Los tak chce? Żeby się nie zdziwił, gdy już więcej nie będzie musiał mnie doświadczać...
sobota, 25 maja 2013
Trochę Fotografii nie zaszkodzi :D
Od jakiegoś czasu staram się robić ciekawe zdjęcia. Może nie tyle co ciekawe, ale takie, która raczej podchodzą pod sztukę niż relacje z imprez :P . Brakuje mi niestety dobrego aparatu by faktycznie zdjęcia coś sobą przedstawiały ale mam nadzieję, że wam się spodobają:
| |
| 1. To zdjęcie zostało wykonane już prawie rok temu w Bałtowie. Wyszło nawet ciekawie |
![]() | |
| 2. Kolejne zdjęcie z robactwem w roli głównej. Uwielbiam pająki, a to chyba wyszło fajnie. |
![]() |
| 3. Niedawny wypad na plażę. Nie bardzo fascynujące no ale zdjęcie |
![]() |
| 4. To i kolejne następne, robione były na wyspie Andros podczas wycieczki szkolnej |
![]() |
| 5. Żeby taki widok mieć z pokoju codziennie... |
![]() |
| 6. Dość ciekawa perspektywa. Miejskie schody prosto na plażę... ciężko było po nich potem wchodzić |
![]() |
| 7. Jedno z lepszych jakie mi wyszło. Jest w nim jakby spokój i nutka sztuki |
![]() |
| 8. Tym zdjęciem zamykam moją dotychczasową kolekcję. |
To chyba tyle jeśli chodzi o zdjęcia na dzień dzisiejszy. Nadchodzi lato i wakacje, więc postaram się porobić kolejne i dodać coś ciekawego. Jeśli wam się podoba, to nie zapomnijcie udostępnić i skomentować, bym wiedział, czy to co robię ma jakieś pozytywne efekty :) Dzięki za uwagę
piątek, 24 maja 2013
Wiersz #2
Wszystko co kiedyś było piękne...
Co było teraźniejszością...
Dziś jest tylko wspomnieniem.
Wspomnieniem leżącym w szafie.
Zupełnie jakby nikomu nie potrzebne.
Zakurzone... odrzucone...
Choć jest.
Czeka aż ktoś sobie przypomni.
Przygarnie i wspomni.
Pozostawiłem je tam...
Samotne...
Oddzielone od świata.
W sumie tak jak ja.
Co jakiś czas spoglądam czy żyje.
Tak! Wywołuje smutek... więc żyje.
Myślę, czy by się go nie pozbyć...
Ale nie jestem gotów.
Za dużo nerwów... za dużo potów.
Tak więc leży wspomnienie odrzucone.
Wie, że już nie wróci.
Nie wróci do prawdziwego życia.
Pozostanie już takie na zawsze...
Aż przepadnie.
Gdzieś w odmętach czasu...
Gdzieś, gdzie rodzą się nowe,
Być może lepsze...
Wspomnienia.
___________________________________
Miłego czytania. Kolejny z moich wierszy i proszę o komentarze ^^
Co było teraźniejszością...
Dziś jest tylko wspomnieniem.
Wspomnieniem leżącym w szafie.
Zupełnie jakby nikomu nie potrzebne.
Zakurzone... odrzucone...
Choć jest.
Czeka aż ktoś sobie przypomni.
Przygarnie i wspomni.
Pozostawiłem je tam...
Samotne...
Oddzielone od świata.
W sumie tak jak ja.
Co jakiś czas spoglądam czy żyje.
Tak! Wywołuje smutek... więc żyje.
Myślę, czy by się go nie pozbyć...
Ale nie jestem gotów.
Za dużo nerwów... za dużo potów.
Tak więc leży wspomnienie odrzucone.
Wie, że już nie wróci.
Nie wróci do prawdziwego życia.
Pozostanie już takie na zawsze...
Aż przepadnie.
Gdzieś w odmętach czasu...
Gdzieś, gdzie rodzą się nowe,
Być może lepsze...
Wspomnienia.
___________________________________
Miłego czytania. Kolejny z moich wierszy i proszę o komentarze ^^
środa, 22 maja 2013
Wiersz #1
Zgubiłem się!
Gdzie jesteś?!
Idę po omacku by znów odnaleźć Cie.
Wciąż się potykam.
Wstaję... utykam.
Lecz wiem, że tam jesteś.
Tam gdzieś w ciemnościach smutku.
Swiatełko w oddali...
Błyska szczęściem.
Wita z daleka otwartym wejściem.
Tam gdzie ono, jest i Twoje ciepło.
Twój dotyk... Twój oddech... Twoje ciało.
Chcę biec!... Jak najszybciej!
Ale boję się...
Boję się, że znów upadnę...
Że zgubię to światło i znów...
Znów będę błądził.
Choć nikt mnie nie osądził,
Nadal błądzę...
I wciąż odnajduję Cie...
Jak we śnie.
__________________________
Jeden z wielu wierszy mojej roboty. Postaram się dodawać w miarę regularnie, nowe "dzieła" i liczę na jakieś komentarze :)
Gdzie jesteś?!
Idę po omacku by znów odnaleźć Cie.
Wciąż się potykam.
Wstaję... utykam.
Lecz wiem, że tam jesteś.
Tam gdzieś w ciemnościach smutku.
Swiatełko w oddali...
Błyska szczęściem.
Wita z daleka otwartym wejściem.
Tam gdzie ono, jest i Twoje ciepło.
Twój dotyk... Twój oddech... Twoje ciało.
Chcę biec!... Jak najszybciej!
Ale boję się...
Boję się, że znów upadnę...
Że zgubię to światło i znów...
Znów będę błądził.
Choć nikt mnie nie osądził,
Nadal błądzę...
I wciąż odnajduję Cie...
Jak we śnie.
__________________________
Jeden z wielu wierszy mojej roboty. Postaram się dodawać w miarę regularnie, nowe "dzieła" i liczę na jakieś komentarze :)
wtorek, 21 maja 2013
Krótko lecz na temat :)
DRODZY CZYTELNICY
(jeśli w ogóle istniejecie)
Wybaczcie, że ostatnio nic nowego nie pojawia się na moim blogu. Jestem w trakcie pisania matur. Mieszkam w Grecji, a tutaj nie są one na równi z polskimi. Jutro właśnie pisze dopiero trzecią, a będę miał jeszcze trzy kolejne przed sobą. Postaram się nadrobić pustkę na blogu, jakimś wierszem, lub nowym opowiadaniem. Mam nadzieję, że rozumiecie.
P.S.: Jutro rozszerzona fizyka... polegnę :D
P.S.: Jutro rozszerzona fizyka... polegnę :D
poniedziałek, 13 maja 2013
Opowiadanie #2
PRZYJAŹŃ
Była sobie pewna dziewczynka. Chodziła do szkoły i dzień w dzień mijała ten sam park, te same budynki i te same ulice. Przez dwa lata, codzienna droga była dla niej udręką. Czymś przymusowym, bo kto chętnie chodzi do szkoły. Dopiero w trzecim roku szkolnym, na samym początku, idąc tą samą drogą co zawsze, spostrzegła pewien ogród. Był strasznie zaniedbany. Prawie wszystkie kwiatki zwiędły. Żaden z krzaków nie miał liści i tylko w niektórych miejscach rosła trawa. Stał się taki gdyż poprzednia właścicielka w ogóle o niego nie dbała. Jednak ogród miał w sobie potencjał. Miał jakieś niewyjaśnione piękno. Wystarczyło tylko trochę się nim zająć. Dziewczynkę od razu przyciągnął ów ogród. Nie zareagowała jednak. Mijały dni, a ona codziennie zaglądała czy ktoś może go już przygarnął lecz stawał się tylko coraz bardziej ponury. Pewnego, wolnego od szkoły dnia, przyszła zamieść opadłe liście, powyrywać chwasty i podlać pozostałe, jeszcze żywe kwiaty. Nadal jednak, ogród nie wyglądał okazale. Jednakże dziewczynka była zbyt zmęczona by kontynuować pracę.
Następnego dnia, idąc do szkoły, spojrzała na ogród, a tam, nieoczekiwanie pojawiły się nowe kwiaty. Ktoś je posadził? Przecież nikt tu nigdy nie zagląda. Zdawało się jakby ogród był wdzięczny dziewczynce, że w końcu ktoś dał mu opiekę. Dziewczynka natychmiast pobiegła podlać nowe kwiaty po czym poszła do szkoły. Wracając dostrzegła kolejne, nowe okazy. Zdumiona, patrzyła na nie i nie mogła zrozumieć skąd się wzięły, lecz znów wzięła się za podlewanie.
Sytuacja powtarzała się dzień w dzień, aż ogród stał się piękny i okazały. Jeden z najpiękniejszych w mieście. Pewnego dnia, dziewczynka, podlewając kwiaty powiedziała "jesteś wspaniały. Już zawsze będę się Tobą opiekowała". Następnego dnia, na samym środku ogrodu, ujrzała małe kwitnące drzewko. Było niepozorne lecz miało w sobie jakąś niewyjaśnioną moc. Pień miało cieniutki, lecz zadziwiająco mocny. Jego liście, choć małe, świeciły niezwykłym blaskiem nawet w pochmurny dzień. Dziwne to było zjawisko, lecz bardzo piękne. Dziewczynka bardzo chciała, by drzewko wyrosło na potężne i duże drzewo, które każdy będzie podziwiał.
Tak więc dni mijały, a drzewko wraz z całym ogrodem stawało się coraz większe i piękniejsze.
Pewnego dnia, ogród jak zwykle czekał, aż delikatna stópka dziewczyny, znów stanie na jego trawie. Lecz ta nie pojawiła się. Minął cały dzień, a dziewczyny nie było. Dopiero po tygodniu dziewczyna zjawiła się ... ale nie sama. Był z nią jakiś chłopak. Wydawał się być spokojny lecz z czasem zaczął zrywać kwiaty, raniąc przy tym ogród. Wszystko to działo się za plecami dziewczyny, która, jakby nie zauważała ubytku tego co piękne.
Czas mijał, a ogród odchodził na drugi plan. Drzewko przestało rosnąć, a więcej kwiatów już się na nim nie pojawiało. Zdarzyło się w końcu, że dziewczyna znów pojawiła sie sama. Zapłakana i smutna. Ogród chciał ją jakoś pocieszyć. Obtulał ją liśćmi z drzewka i stworzył jakby poduszki z pozostałych kwiatów, lecz to nie pomagało. Dziewczyna nadal płakała. Następnego dnia, znów pojawiła się z chłopakiem, ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
Sytuacja powtarzała się wielokrotnie, aż w końcu, w ogrodzie nie został ani jeden kwiat, a drzewko całkiem potraciło liście. Ogród stracił swoją opiekunkę. Mimo iż jej życie płynęło dalej, to do ogrodu zaglądała bardzo rzadko, ale już nie podlewała kwiatów. Już nie uśmiechała się jak kiedyś. Za każdym razem, gdy tylko ogród czuł jej obecność, zapuszczał na drzewku jeden tylko liść tak samo piękny i lśniący jak niegdyś, ale dziewczyna odwracała wzrok i odchodziła. W tej samej chwili liść, tak jak się pokazał, tak opadł. Dziś ogród pozostaje znów zaniedbany, a dziewczyna już się nim nie interesuje.
___________________________
Opowiadanie pisane przenośniami. Ma głębszy przekaz. Nie pisał bym o dziewczynkach i ogrodach przecież :P. Liczę na komentarze :)
Następnego dnia, idąc do szkoły, spojrzała na ogród, a tam, nieoczekiwanie pojawiły się nowe kwiaty. Ktoś je posadził? Przecież nikt tu nigdy nie zagląda. Zdawało się jakby ogród był wdzięczny dziewczynce, że w końcu ktoś dał mu opiekę. Dziewczynka natychmiast pobiegła podlać nowe kwiaty po czym poszła do szkoły. Wracając dostrzegła kolejne, nowe okazy. Zdumiona, patrzyła na nie i nie mogła zrozumieć skąd się wzięły, lecz znów wzięła się za podlewanie.
Sytuacja powtarzała się dzień w dzień, aż ogród stał się piękny i okazały. Jeden z najpiękniejszych w mieście. Pewnego dnia, dziewczynka, podlewając kwiaty powiedziała "jesteś wspaniały. Już zawsze będę się Tobą opiekowała". Następnego dnia, na samym środku ogrodu, ujrzała małe kwitnące drzewko. Było niepozorne lecz miało w sobie jakąś niewyjaśnioną moc. Pień miało cieniutki, lecz zadziwiająco mocny. Jego liście, choć małe, świeciły niezwykłym blaskiem nawet w pochmurny dzień. Dziwne to było zjawisko, lecz bardzo piękne. Dziewczynka bardzo chciała, by drzewko wyrosło na potężne i duże drzewo, które każdy będzie podziwiał.
Tak więc dni mijały, a drzewko wraz z całym ogrodem stawało się coraz większe i piękniejsze.
Pewnego dnia, ogród jak zwykle czekał, aż delikatna stópka dziewczyny, znów stanie na jego trawie. Lecz ta nie pojawiła się. Minął cały dzień, a dziewczyny nie było. Dopiero po tygodniu dziewczyna zjawiła się ... ale nie sama. Był z nią jakiś chłopak. Wydawał się być spokojny lecz z czasem zaczął zrywać kwiaty, raniąc przy tym ogród. Wszystko to działo się za plecami dziewczyny, która, jakby nie zauważała ubytku tego co piękne.
Czas mijał, a ogród odchodził na drugi plan. Drzewko przestało rosnąć, a więcej kwiatów już się na nim nie pojawiało. Zdarzyło się w końcu, że dziewczyna znów pojawiła sie sama. Zapłakana i smutna. Ogród chciał ją jakoś pocieszyć. Obtulał ją liśćmi z drzewka i stworzył jakby poduszki z pozostałych kwiatów, lecz to nie pomagało. Dziewczyna nadal płakała. Następnego dnia, znów pojawiła się z chłopakiem, ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
Sytuacja powtarzała się wielokrotnie, aż w końcu, w ogrodzie nie został ani jeden kwiat, a drzewko całkiem potraciło liście. Ogród stracił swoją opiekunkę. Mimo iż jej życie płynęło dalej, to do ogrodu zaglądała bardzo rzadko, ale już nie podlewała kwiatów. Już nie uśmiechała się jak kiedyś. Za każdym razem, gdy tylko ogród czuł jej obecność, zapuszczał na drzewku jeden tylko liść tak samo piękny i lśniący jak niegdyś, ale dziewczyna odwracała wzrok i odchodziła. W tej samej chwili liść, tak jak się pokazał, tak opadł. Dziś ogród pozostaje znów zaniedbany, a dziewczyna już się nim nie interesuje.
___________________________
Opowiadanie pisane przenośniami. Ma głębszy przekaz. Nie pisał bym o dziewczynkach i ogrodach przecież :P. Liczę na komentarze :)
Opowiadanie #1
KŁÓTNIA
-Muszę Ci coś powiedzieć- powiedziała lekko niepewnym głosem. On już wiedział, że coś się szykuje. Wiedział, że jest to jedno z tych zdań które nie wróżą nic dobrego. Poczuł w sobie ogromne gorąco, które przeszyło jego serce. Gorąco strachu i niepewności. Ona zaś w jednej chwili posmutniała, a jej oczy zaświeciły się jak świeczki. Oboje stali w ciszy i bezruchu patrząc sobie w oczy ze strachem. Każda sekunda mijała jak minta, a minuta jak godzina. W końcu jednak poczuła, że jest w stanie kontynuować.
- Muszę Ci powiedzieć... W zasadzie to zapytać... Sama nie wiem... Kochasz mnie?- On na to pytanie zrobił wielkie oczy, które zaświeciły się tak jak jej.
- Oczywiście że Cie Kocham! Co to za pytanie?
- Mam co do tego wątpliwości. Nie okazujesz mi tego ostatnio. Mam wrażenie że interesujesz się mną coraz mniej.
- Co Ty wygadujesz?! Kocham Cie i to Bardzo! Czemu w to wątpisz?
- Nie potrafię tego wytłumaczyć...- W tej chwili usiadła na łóżku i zaczęła płakać. On chciał ją obijąć i przytulić, lecz ona go odepchnęła. Nie rozumiał jej zachowania. To co zrobiła było dla niego ciężkie do zaakceptowania. Stał nad nią i patrzył bezradny jak płacze. Po paru sekundach w końcu odezwał się.
- Kocham Cie! Kocham Cie Ogromnie! Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak Cie Kocham! Jesteś...- w tej chwili przerwała mu.
- Powtarzasz to ciągle, a nie słyszę w twych słowach uczuciach!- i zaczęła płakać jeszcze bardziej. On znów stał chwilę w ciszy powstrzymując łzy, aż w końcu pozbierał się.
- Czy możesz mi powiedzieć czemu się tak zachowujesz? Czemu nie dajesz sobie nic wyjaśnić? Co się tak naprawdę dzieje?
- Jestem o Ciebie zazdrosna! Z dnia na dzień ta zazdrość się wzmaga bo już nie słyszę uczucia w twych słowach! Jest mi strasznie ciężko! Jeśli masz mnie ranić to po prostu mnie zostaw! Każdy dzień zaczyna być dla mnie ciężki i trudny. Nie obywa się bez płaczu. Już rozumiesz?! Wiesz wszystko?!- W tej chwili rozkleiła sie już całkiem, przyciągnęła swe kolana ku twarzy i zamknęła się ze łzami w sobie. On chciał usiąść obok niej. Dotknąć i pocieszyć ale wiedział, że ona tego nie chce.
- Posłuchaj mnie. Nic nie mów... po prostu słuchaj.- sam zaczął teraz lekko płakać.- Jesteś miłością moojego życia. Tylko Ty się dla mnie zawsze liczyłaś i nadal tlyko Ty się liczysz. Jestem okropny! Ranię Cie nieświadomie i nawet o tym nie wiem. Tak bardzo pragnąłem... pragnę dawać Ci samo szczęście, a jest wręcz przeciwnie. Jesteś pierwszą i ostatnią kobietą w moim życiu. Jesteś tym czego zawsze pragnąłem. Moim szczęściem. Jest mi strasznie źle z faktem, że ja dla Ciebie nie jestem tym, czym Ty jesteś dla mnie. Pokochałem Cie na zabój. Tak jak zawsze chciałem Kochać. Nie wiem jak Cie przekonać do tego, że między nami nic się nie zmieniło. Tak samo jak Cie Kochał, tak nadal Kocham! Wiem, że moja słowa nic nie zmienią. Te jednak kieruję prosto z serca. Mówię, to co na prawdę czuję. Może wyjaśniłem Ci co nieco, ale chyba chcesz być sama. Pójdę do domu w takim razie. Przemyśl wszystko co powiedziałem, bo jest to najszczersza prawda. Będę czekał na Twój telefon całą noc. Będę ubrany i gotowy do wyjścia gdy tylko do mnie zadzwonisz. Może być pierwsza, druga, trzecia, czwarta w nocy, ale i tak będę czekał aż zadzwonisz. Przemyśl to wszystko dokładnie bo to ważne dla nas obojga. Idę więc. Czy mogę dostać buziaka na pożegnanie? - Ona przestała już płakać, lecz nadal siedziała skulona udając, że płacze. Wiedziała że to jedyne wyjście by w końcu usłyszeć prawdę. Wiedziała że stoi tuż obok niej. Chciała na niego spojrzeć. Sprawdzić czy on też płacze. Spojrzeć i zobaczyć jaki ma wyraz twarzy. Powstrzymywała się jednak. Dopiero po paru sekundach, dotarło do niej zadane przez niego pytanie na koniec monologu, lecz nie chciała odpowiedzieć. Chciała pokazać że jest jej ciężko i nic mu nie odpowiedziała. On jeszcze bardziej posmutniał bo zdał sobie sprawę z tego, że to może być już koniec. Zaraz potem powiedział.
- Rozumiem, że nie... Więc ja się zbieram. Tak jak mówiłem, będę czekał na telefon całą noc a jeśli trzeba to cały kolejny dzień, tydzień... ile będzie trzeba.- Po tych słowach spojrzał na nią przez chwilę. Zabolało go w sercu na widok jak ją nieświadomie skrzywdził. Wiedział, że już nic więcej nie może poradzić. Teraz musi tylko czekać. Pomału odwrócił się w stronę drzwi i ruszył w ich stronę niepewnym krokiem. Złapał za klamkę, pociągnął i w tej chwili stało się coś niespodziewanego dla niego.
- Poczekaj!- Powiedziała zrywając się z łóżka. Rzuciła się na niego wtulając się w jego klatkę piersiową tak mocno że zabrakło mu tchu. Na jego koszulce pozostały ślady łez z jej policzków. Zaraz potem przyciągnęła jego twarz do siebie i pocałowała go delikatnie. Potem znów i znów, aż zaczęła to powtarzać coraz częściej i mocniej. Wskoczyła na niego. On złapał ją i wczuł się w pocałunki. Oboje legli na łóżku, całując się mocno.
Noc już się kończyła. Ona i on leżeli razem w łóżku. Nie spali w ogóle tej nocy, bowiem zrobili to na co nigdy nie odważyli się normalnie. Nie myśleli jednak o tym. Myśleli o tym jak się Kochają. Oboje patrzyli w sufit myśląc o miłości. Po parunastu długich minutach od tego co właśnie się stało, odwróciła się ku niemu, spojrzała mu w oczy oświetlone przez promienie wstającego słońca i powiedziała.
- Wierzę Ci. Już mi lepiej. Kocham Cie.- Na co on się uśmiechnął i odparł
- Ja Ciebie też Kocham Kochanie.- Po tym wtulili się w siebie i zasnęli bo pełnej wrażeń nocy której nie zapomną do końca życia.
__________________________________________
Opowiadanie pisane przeze mnie... żeby nie było :P Mam nadzieję, że się podoba i liczę na jakieś komentarze :) Pozdrawiam czytelników!
- Muszę Ci powiedzieć... W zasadzie to zapytać... Sama nie wiem... Kochasz mnie?- On na to pytanie zrobił wielkie oczy, które zaświeciły się tak jak jej.
- Oczywiście że Cie Kocham! Co to za pytanie?
- Mam co do tego wątpliwości. Nie okazujesz mi tego ostatnio. Mam wrażenie że interesujesz się mną coraz mniej.
- Co Ty wygadujesz?! Kocham Cie i to Bardzo! Czemu w to wątpisz?
- Nie potrafię tego wytłumaczyć...- W tej chwili usiadła na łóżku i zaczęła płakać. On chciał ją obijąć i przytulić, lecz ona go odepchnęła. Nie rozumiał jej zachowania. To co zrobiła było dla niego ciężkie do zaakceptowania. Stał nad nią i patrzył bezradny jak płacze. Po paru sekundach w końcu odezwał się.
- Kocham Cie! Kocham Cie Ogromnie! Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak Cie Kocham! Jesteś...- w tej chwili przerwała mu.
- Powtarzasz to ciągle, a nie słyszę w twych słowach uczuciach!- i zaczęła płakać jeszcze bardziej. On znów stał chwilę w ciszy powstrzymując łzy, aż w końcu pozbierał się.
- Czy możesz mi powiedzieć czemu się tak zachowujesz? Czemu nie dajesz sobie nic wyjaśnić? Co się tak naprawdę dzieje?
- Jestem o Ciebie zazdrosna! Z dnia na dzień ta zazdrość się wzmaga bo już nie słyszę uczucia w twych słowach! Jest mi strasznie ciężko! Jeśli masz mnie ranić to po prostu mnie zostaw! Każdy dzień zaczyna być dla mnie ciężki i trudny. Nie obywa się bez płaczu. Już rozumiesz?! Wiesz wszystko?!- W tej chwili rozkleiła sie już całkiem, przyciągnęła swe kolana ku twarzy i zamknęła się ze łzami w sobie. On chciał usiąść obok niej. Dotknąć i pocieszyć ale wiedział, że ona tego nie chce.
- Posłuchaj mnie. Nic nie mów... po prostu słuchaj.- sam zaczął teraz lekko płakać.- Jesteś miłością moojego życia. Tylko Ty się dla mnie zawsze liczyłaś i nadal tlyko Ty się liczysz. Jestem okropny! Ranię Cie nieświadomie i nawet o tym nie wiem. Tak bardzo pragnąłem... pragnę dawać Ci samo szczęście, a jest wręcz przeciwnie. Jesteś pierwszą i ostatnią kobietą w moim życiu. Jesteś tym czego zawsze pragnąłem. Moim szczęściem. Jest mi strasznie źle z faktem, że ja dla Ciebie nie jestem tym, czym Ty jesteś dla mnie. Pokochałem Cie na zabój. Tak jak zawsze chciałem Kochać. Nie wiem jak Cie przekonać do tego, że między nami nic się nie zmieniło. Tak samo jak Cie Kochał, tak nadal Kocham! Wiem, że moja słowa nic nie zmienią. Te jednak kieruję prosto z serca. Mówię, to co na prawdę czuję. Może wyjaśniłem Ci co nieco, ale chyba chcesz być sama. Pójdę do domu w takim razie. Przemyśl wszystko co powiedziałem, bo jest to najszczersza prawda. Będę czekał na Twój telefon całą noc. Będę ubrany i gotowy do wyjścia gdy tylko do mnie zadzwonisz. Może być pierwsza, druga, trzecia, czwarta w nocy, ale i tak będę czekał aż zadzwonisz. Przemyśl to wszystko dokładnie bo to ważne dla nas obojga. Idę więc. Czy mogę dostać buziaka na pożegnanie? - Ona przestała już płakać, lecz nadal siedziała skulona udając, że płacze. Wiedziała że to jedyne wyjście by w końcu usłyszeć prawdę. Wiedziała że stoi tuż obok niej. Chciała na niego spojrzeć. Sprawdzić czy on też płacze. Spojrzeć i zobaczyć jaki ma wyraz twarzy. Powstrzymywała się jednak. Dopiero po paru sekundach, dotarło do niej zadane przez niego pytanie na koniec monologu, lecz nie chciała odpowiedzieć. Chciała pokazać że jest jej ciężko i nic mu nie odpowiedziała. On jeszcze bardziej posmutniał bo zdał sobie sprawę z tego, że to może być już koniec. Zaraz potem powiedział.
- Rozumiem, że nie... Więc ja się zbieram. Tak jak mówiłem, będę czekał na telefon całą noc a jeśli trzeba to cały kolejny dzień, tydzień... ile będzie trzeba.- Po tych słowach spojrzał na nią przez chwilę. Zabolało go w sercu na widok jak ją nieświadomie skrzywdził. Wiedział, że już nic więcej nie może poradzić. Teraz musi tylko czekać. Pomału odwrócił się w stronę drzwi i ruszył w ich stronę niepewnym krokiem. Złapał za klamkę, pociągnął i w tej chwili stało się coś niespodziewanego dla niego.
- Poczekaj!- Powiedziała zrywając się z łóżka. Rzuciła się na niego wtulając się w jego klatkę piersiową tak mocno że zabrakło mu tchu. Na jego koszulce pozostały ślady łez z jej policzków. Zaraz potem przyciągnęła jego twarz do siebie i pocałowała go delikatnie. Potem znów i znów, aż zaczęła to powtarzać coraz częściej i mocniej. Wskoczyła na niego. On złapał ją i wczuł się w pocałunki. Oboje legli na łóżku, całując się mocno.
Noc już się kończyła. Ona i on leżeli razem w łóżku. Nie spali w ogóle tej nocy, bowiem zrobili to na co nigdy nie odważyli się normalnie. Nie myśleli jednak o tym. Myśleli o tym jak się Kochają. Oboje patrzyli w sufit myśląc o miłości. Po parunastu długich minutach od tego co właśnie się stało, odwróciła się ku niemu, spojrzała mu w oczy oświetlone przez promienie wstającego słońca i powiedziała.
- Wierzę Ci. Już mi lepiej. Kocham Cie.- Na co on się uśmiechnął i odparł
- Ja Ciebie też Kocham Kochanie.- Po tym wtulili się w siebie i zasnęli bo pełnej wrażeń nocy której nie zapomną do końca życia.
__________________________________________
Opowiadanie pisane przeze mnie... żeby nie było :P Mam nadzieję, że się podoba i liczę na jakieś komentarze :) Pozdrawiam czytelników!
niedziela, 12 maja 2013
ŻALI CIĄG DALSZY
ADRENALINA #2
Czym jest przyjaźń? Chyba każdy ją postrzega na różne sposoby. Z resztą tak jest ze wszystkim na świecie. Może więc powiem, czym jest przyjaźń dla mnie.
Ogólnie, według mnie można mieć tylko jednego przyjaciela. Bo przyjaciel, to osoba której można się zwierzyć, jak nikomu innemu, powierzyć najskrytsze sekrety, ufać bezgranicznie i ktoś kogo bez namysłu można nazwać jedną z najważniejszych osób w życiu. Prawdą jest, że przyjaźnie odchodzą. Wtedy czuje się taki sam ból jak po utraceniu kogoś kogo się kochało.
Zastanawiam się, jak można mieć więcej niż jednego przyjaciela. To jakieś zabezpieczenie na wypadek, gdyby jeden się wykruszył, a drugi mógł pocieszyć? Pewnie to na takiej zasadzie działa. Ale jak wtedy stwierdzić kto jest najlepszym przyjacielem? Jak można powiedzieć jednemu przyjacielowi w oczy, że ktoś inny rozumie go lepiej i że ktoś inny jest lepszy. Przecież to jest raniące.
A co jeśli chodzi o przyjaźnie między dwiema osobami, po zakończonym związku? Według mnie jest to okej, jeśli taką przyjaźń zacznie się od razu po zakończeniu związku, który po wspólnym namyśle do niczego nie zmierzał. Wtedy jest dobrze, i wiem co mówię. Ale na przykład gdy dochodzi do sytuacji gdy jedna ze stron "kopie w dupę" i odchodzi, a po dłuższym czasie przypomina sobie nagle, że można się przyjaźnić jest trochę nie halo. Zwłaszcza gdy człowiek zaczyna sobie układać już życie, a przepłakane noce i zapominanie dłużyły się w nieskończoność.
Szczerze... nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. To wszystko jest jakieś dziwne i zapewne, dla was (czytelników ... jeśli w ogóle istniejecie), łatwiej to ogarnąć gdy patrzycie na to z boku. Ale tak jest zawsze. Swoich problemów nie da się zrozumieć, a czyjeś można rozwikłać po krótkim namyśle.
Idę się pogrążyć w słodkiej ciszy swojego domu, a potem może skoczę się wyładować emocjonalnie na siłownię. Dzięki za uwagę. Do zobaczenia :)
sobota, 11 maja 2013
ADRENALINA
Są takie chwile, że chciałoby się coś lub kogoś roznieść. Po prostu przychodzi taki moment, wywołany przez słowa lub czyny, że człowiekowi w jednej sekundzie robi się gorąco, zaczyna się pocić i czuć strach i nerwy jednocześnie. Często psuje mi się dzień, ale niektórych rzeczy po prostu bym się nigdy nie spodziewał. Wyobraźmy sobie następującą sytuację:
- Jest sobie dziewczyna
- Ma chłopaka, który bez wytłumaczenia ją zostawia.
- Płacze, cierpi, szuka wytłumaczenia... ale nie ma odpowiedzi.
- W końcu dochodzi do wniosku, że już nikogo nie pokocha.
- Poznaje nowego chłopaka.
- Rozmawia z nim i zaczyna znów wierzyć w miłość.
- Zakochują się w sobie.
- Zaczynają być ze sobą.
- Nie mija tydzień i pojawia się jej były, który oznajmia, że chce się przyjaźnić.
- Dziewczyna mimo bólu, który jej sprawił, przytakuje.
Nie ma co gmerać. Przemawia przeze mnie zazdrość, ale tak jest zawsze gdy na kimś człowiekowi zależy. W sumie to jest blog więc mogę wyrzucić z siebie to co myślę. I czuję się lepiej.
Witam was wszystkich ludziksy!
Jestem nowym blogerem więc mogę z lekka nie ogarniać tego co się tu dzieje. W każdym bądź razie, nie chodzi tu o to by ogarniać, ale żeby w jakiś sposób się uzewnętrznić i przekazać ludziom to, czego normalnie przekazać, w stanie nie jestem. Tak czy inaczej, bez zbędnego pier... znaczy, bez zbędnego gania, przejdę do przedstawienia się i opisania paru spraw :)
Tak... ten wyżej to JA! Ale to pewnie większość z was już wie. Dla tych, którzy nie wiedzą, powiem, że mam na imię Bartek, mam 18 lat... i tak oto sobie żyję na - nie koniecznie - przyjaznym świecie. Nie lubię i nie chcę się długo przedstawiać, bo tak na prawdę, kogo to dokładnie obchodzi, czy jestem zarąbiście uzdolniony czy kompletnie ciemny. Wyjdzie z czasem, wraz z nowymi postami.
To wyżej to Grecja, a dokładnie Ateny. Pomieszkuję sobie trochę... w zasadzie całe życie. Próbowałem poszukać mojego domu na zdjęciu, ale szczerze mówiąc, Ateny są tak duże, a ja tak ślepy, że nawet jeśli faktycznie by na owym zdjęciu był, to i tak pewnie bym go nie znalazł :D.Na chwilę obecną nie mam nic więcej do powiedzenia. Może jutro coś ciekawszego się pojawi, jak przemyślę parę tematów, a nuż wpadnie mi coś ciekawego do głowy. Także ludziksy na razie to tyle :3
Trzymajcie się :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















