wtorek, 3 czerwca 2014

Na wygnaniu - Rozdział I

- To nie tak jak myślisz! - Powiedziała Susan z przerażeniem w oczach, które zaraz przerodziło się w zażenowanie.
- A skąd wiesz, o czym pomyślałem co? - Starałem się zachować spokój, mimo sytuacji która zaistniała. - Siedzisz w mojej głowie, że wiesz o czym pomyślałem?
- Nie chcę byś był na mnie zły. To był tylko jeden raz. Tak na prawdę tego nie chciałam.
- Twoje tłumaczenia są śmieszne. Nie chciałaś iść z nim do łóżka ale poszłaś bo co... Bo Ci się nudziło? - Nerwy zaczynały mi już puszczać. - Za mało Ci dawałem od siebie?
- Nie, Skarbie... Proszę Cie, nie przekreślaj nas! - Rzekła z takim błaganiem w głosie, że każdemu zrobiłoby się jej żal.
- Jeśli ktokolwiek coś przekreśla, to na pewno nie ja. Ty to zrobiłaś - Po czym spojrzałem znacząco i głęboko w jej oczy i wyszedłem z pokoju.
    Siedziałem w kuchni, podpierając głowę rękami i myśląc... Myśląc o tym co właśnie się stało. Tyle lat małżeństwa. Tyle radości. Przecież nic nie zapowiadało, że coś takiego się stanie. Jak mogła mi to zrobić?!
    Ciągła przeplatanka myśli nie dawała mi spokoju. Z jednej strony zraniła mnie jak praktycznie nikt, nigdy, a z drugiej nadal ją kochałem mimo wszystko. A może to tylko przyzwyczajenie? Może tak na prawdę nie boję się z nią rozstać, tylko boję się zostać sam? Z resztą, czy to ważne w tej chwili?
    W końcu podniosłem się z krzesła. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych, po drodze zgarniając kurtkę z wieszaka. Już byłem przy drzwiach gdy nagle poczułem dotyk na ramieniu.
- Poczekaj - rzekła Susan - nie wychodź. Porozmawiajmy, błagam Cie!
- Nie mamy o czym rozmawiać. Wracaj do swojego kochasia, może przynajmniej on Cie wysłucha. - Po tych słowach odtrąciłem jej rękę. Na twarzy pojawiły się łzy... wiele łez które świadczyły o tym, że żałuje. Ale nie potrafiłem jej wybaczyć. Nie teraz. Na pewno nie. Jestem typem człowieka, który chowa w sobie urazy na prawdę długo.
    Wychodząc, trzasnąłem drzwiami tak mocno, że sąsiad wyjrzał przez okno sprawdzić co się dzieje. Uśmiechnąłem się sztucznie w jego stronę, podnosząc rękę na znak, że wszystko jest w porządku. Zarzuciłem szybko kurtkę i ruszyłem przed siebie. Nie bardzo nawet wiem gdzie. Po prostu szedłem tam gdzie mnie nogi poniosły.
    Wieczór był chłodny. W prawdzie zbliżała się już wiosna. Dało się ją momentami odczuć. Słońce stawało się odczuwalne, oczywiście wtedy gdy wychodziło zza gęstych, czarnych chmur. Jednak teraz go nie było, więc nawet w kurtce odczuwałem przenikliwy chłód.
    Włożyłem rękę do kieszeni by sięgnąć po telefon. Może ktoś mnie szuka i nawet o tym nie wiem. Jednak to co tam znalazłem, zupełnie telefonem nie było. Złapałem ten dziwny, stosunkowo mały, płaski przedmiot i wyciągnąłem. - Skąd to się ... - zapytałem sam siebie z wielkim zdziwieniem, urywając w połowie. Było to zdjęcie. Zdjęcie mnie z Susan, sprzed lat gdy byliśmy jeszcze świeżym małżeństwem. Nie wiem czemu, ale widząc to zalałem się łzami. Nie zdążyłem nawet pomyśleć czemu i poco. Po prostu - łzy popłynęły. To bolesne, znaleźć takie zdjęcie w takiej chwili. Tylko co ono tu robiło. Czy na prawdę tak dawno nosiłem tą kurtkę? I tak wiadomo, że nie odpowiedziałbym sobie ale i tak się dręczyłem pytaniami.
    Po chwili poczułem złość. Jak dobrze, że Susan nie było obok. Jak dobrze, że przy niej jeszcze się opamiętałem, bo teraz nie wiem co bym zrobił. Podarłem zdjęcie i wyrzuciłem. Było całkiem ciemno więc nawet nie wiedziałem gdzie rzucam skrawki papieru. Szybkim chodem ruszyłem dalej.
    Znów zamyślony i zakłopotany, odpłynąłem zupełnie. Rzeczywistość przestała dla mnie istnieć. Wszelkie światła, wszyscy ludzie których mijałem, a nawet wcześniej przeszkadzający chłód zniknęły nie wiadomo gdzie. Z zadumy wyrwał mnie pewien mężczyzna.
- Ej gościu. Masz może 2 dolary? - spytał obserwując mnie dokładnie. Chwilę zajęło mojemu mózgowi przyswojenie tego pytania.
- Niestety nie, przykro mi - odpowiedziałem stanowczo, przy okazji rozglądając się na boki i zastanawiając gdzie do cholery mnie poniosło.
- Przeestań, na pewno coś się znajdzie. Poszukaj jeśli możesz.
- Na prawdę nic nie mam. Nie zabierałem z domu zupełnie nic. - Dziwnie się czułem tłumacząc się nieznajomemu, ale nie podobało mi się, że tak bardzo naciska.
- Jesteś pewien? A może pomogę Ci sprawdzić? - Trochę się przeraziłem ale starałem się zachować spokój, który został zachwiany w momencie gdy z jego dłoni pojawił się mały, lecz ewidentnie ostry nóż.
    Czas płynął tak powoli, że widziałem wszystko w zwolnionym tempie, choć myśli płynęły mi przez głowę z zawrotną szybkością. Spojrzałem na napastnika i powiedziałem:
- Nie chcę kłopotów. Gdybym miał pieniądze to bym Ci je dał. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Dawaj co masz, albo przedstawię Cie mojemu koledze. - Pokazał na nóż z tak szyderczym uśmiechem, że można by było się przerazić.
- Nie mam nic, człowieku daj mi spokój!
- Oj błędna odpowiedź... ale wiesz co ? Dam Ci ostatnią szansę. Sprawdź szybciutko kieszenie, daj mi wszystko co w nich jest i po kłopocie.
- Nic nie mam! - i chyba już w akcie desperacji, bo wiedziałem, że się od niego nie uwolnię, rzuciłem sie na kolesia z pięściami próbując wytrącić mu nóż z ręki.
    Wszystko trwało parę sekund. Cała szarpanina skończyła się dość szybko gdy poczułem cztery silne ukłucia w lewym boku. Napastnik odepchnął mnie i zaczął uciekać. Ja natomiast jeszcze chwilę stałem na nogach, całkowicie otumaniony. Dotknąłem ręką swojego boku. Była cała we krwi. Wzrok zaczynał mi szwankować, wszędzie pojawiała się mgła. W oddali widziałem postać człowieka oddalającego się ode mnie. To chyba był ten facet ale nie docierało to do mnie. Każda myśl urywała się w połowie bo na niczym już nie mogłm się skupić. W końcu nogi się pode mną ugięły i upadłem. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. "Czy to już koniec?"- tylko ta myśl dawała radę przebić się przez blokadę z szoku. Jedyne co zdołałem jeszcze zapamiętać to krzyk w oddali. Kobiecy krzyk "pomocy!"




Liczę na wasze komentarze :) . Miło by było wiedzieć, że komuś się podoba moja twórczość, ewentualnie przyjmę każdy rodzaj konstruktywnej krytyki, by wiedzieć co muszę poprawić :)

sobota, 31 maja 2014

Powrót do żywych

WITAM PO RAZ KOLEJNY

 Jakiś czas temu zamieściłem zamieściłem post, w którym informowałem, że wyjaśnię co się ze mną działo. Tak na dobrą sprawę, chyba nie ma co wyjaśniać. Logicznym jest, że po prostu nie chciało mi się pisać, albo nie miałem do tego głowy. Za dużo się działo przez ten rok i nie miałem nawet chwili pomyśleć "A! Przecież mam bloga! Chyba trzeba coś napisać". Dopiero teraz, gdy szkoła się kończy, a całą resztę w miarę uporządkowałem, mogę co nieco napisać o mojej ogólnej sytuacji. Opisze więc każdy miesiąc z osobna, bo bywało momenty, że działo się mniej lub bardziej. Ostatni, taki konkretny post zamieściłem chyba w czerwcu więc należy zacząć od lipca. No więc poco przedłużać...



LIPIEC

Był to dość ciężki, jak się okazało miesiąc. Na samym początku przyszło mi na stałe wrócić do Polski. Najzabawniejsze jest to, że dopóki nie usiadłem w autobusie, nie wiedziałem jak bardzo będzie mi brakować Grecji. Dopiero gdy już siedziałem w busie na niewygodnym siedzeniu między kierowcami gdyż ledwo co wszyscy się pomieścili, dotarło do mnie, że przecież prawdopodobnie po raz ostatni widzę te wszystkie znajome ulice i okolice. Ale i tak największa tęsknota za Grecją przyszła po paru miesiącach i o tym dokładnie napiszę trochę później. Wróciłem więc do Polski w poszukiwaniu studiów. Byłem zapisany na rozmowę kwalifikacyjną na Uniwersytecie Warszawskim na kierunku filologii nowogreckiej, lecz się nie dostałem ( ironia losu prawda? Mieszkać w Grecji 18 lat, a nie zdać rozmowy kwalifikacyjnej na kierunek z nią związany ). Tak więc dalej zacząłem szukać studiów, gdyż nie mogłem poukładać sobie w głowie, co tak na prawdę chcę w życiu robić. Naciski ze strony rodziny mi tego nie ułatwiały, ale wiem, że chcieli dobrze. Ostatecznie trafiłem na Studium Techniki Dentystycznej w Zgierzu. Wiocha bo wiocha. Szkoła też nie najciekawsza, ale przynajmniej kierunek z przyszłością i czułem że się w tym odnajdę. Tam dostałem się bez problemu. I tak właśnie temat studiów został zamknięty. Pozostało tylko czekanie na rozpoczęcie roku. W międzyczasie zwiedziłem trochę swoje okolice, pobyczyłem się i ogólnie jak to nastolatek w wakacje, poobijałem.




.
Gdzieś w drodze do Polski. Nawet nie wiem co to jest. Jakiś pomnik.



 GDZIEŚ NA WSI



SANDOMIERZ




 ZAMEK W KRZYŻTOPORZE



I TAKIE TAM POZOSTAŁE




SIERPIEŃ

Ten miesiąc wydawał się być pozytywny. Dziewiętnaste urodziny i tak dalej. Wtedy też poznałem dziewczynę. Na samym początku wydawała się być cudowna ale potem... nie będę pisał na ten temat. Nie mam zamiaru kogoś oczerniać za jego plecami. Kto wie o co chodzi, ten wie. Nie będę wchodził w szczegóły. Poza tym w zasadzie chyba nic nowego się nie działo. Znów jakieś wycieczki i tym podobne.


PARK MINIATUR GDZIEŚ KOŁO KIELC









WRZESIEŃ

To był chyba jeden z trudniejszych miesięcy. Na samym początku przyszedł mi wyjazd do szkoły. Do miasta a raczej wsi koło Łodzi. Było to ciężkie ze względu na to, że musiałem w końcu postawić na samodzielność, z dala od bliskich. Że byłem w całkiem nowy miejscu, w którym sam o siebie musiałem zadbać. Ten okres był okropny. Przede wszystkim czułem się okropnie. Mimo iż w szkole nawet mi się podobało, to było coś co odciągało mi od niej umysł. Ta moja "głupia" miłostka. Tak, wiem, nie powinienem tak mówić. Ale przez nią zawaliłem sporą część szkoły i musiałem potem wszystko nadrabiać. Do tego owa dziewczyna ciągle wyniszczała mnie psychicznie, więc tym bardziej nie potrafiłem się skupić na szkole. Miałem myśli, że nie dam rady ten rok. Że odejdę i pójdę na inny kierunek, może gdzieś bliżej mojego miasta. Ostatecznie jednak jakoś się trzymałem.


Tak mniej więcej wygląda mój przyszły zawód


PAŹDZIERNIK I LISTOPAD


Były to raczej miesiące bez większych przełomów. Nic specjalnego się nie działo, dlatego też bardzo się tutaj rozpisywać nie będę. Starałem się skupić na szkole, lecz momentami kiepsko mi to wychodziło. Ciągłe sprzeczki z rodziną przez moje głupie zaślepienie wobec dziewczyny także nie dawały mi spokoju. Na szczęście wtedy już zaczynałem trochę przytomnieć i otwierać oczy.


GRUDZIEŃ

Początek wiele nowości nie przyniósł. W drugiej połowie przyszły święta Bożego Narodzenia i upragnione wolne od zajęć. Przyjechali rodzice z Niemiec. Ogólnie może słabo to zawsze okazywałem ale jednak brak ich przez pół roku dał mi się we znaki. Zawsze byłem przyzwyczajony że są obok i nagle musiałem sobie radzić sam. Ale tak na dłuższą metę na dobre mi to wszystko wyszło. Święta byłyby cudowne gdyby nie oczywiście dziewczyna, która musiała zawsze dopowiedzieć swoje parę słów. Domyślam się, że pisząc to wszystko może się wydawać, że stawiam ją w złym świetle. Nie mam zamiaru tego robić, ale niestety nic pozytywnego nie umiem w tej chwili na jej temat powiedzieć. Może poza tym, że nauczyła mnie bycia ostrożniejszym w lokowaniu uczuć.
Tego samego miesiąca zostałem chrzestnym. Tak, to ciekawe, zwłaszcza że nie mam bierzmowania. Mój chrześniak, Igor jest jak wycięty z kreskówki. Wystarczy spojrzeć na jego miny i człowiekowi się humor poprawia. Sylwester też był średnio rozrywkowy. Osobiście chyba jednak wolałbym go spędzić z rodzicami lub posiedzieć w domu. Nie, żebym żałował, ale miałem wiele różnych propozycji a wybrałem chyba tą najmniej korzystną. Cóż... czasu się nie wróci.


STYCZEŃ

Powrót do szkoły. W sumie to chwilowy bo tylko na dwa tygodnie. Pamiętam jakby to było wczoraj bardzo przyjemne zdarzenie z 7 stycznia kiedy to wracałem PKS-em do domu na weekend. Do autobusu w Piotrkowie Trybunalskim wsiadła dziewczyna, mniej więcej w moim wieku. Zbiegiem okoliczności siadła obok mnie. Można było poznać, że jest w podróży z Anglii, bo miała tą całą naklejkę na bagaż z WizzAir, a przez telefon rozmawiała po angielsku. Sama jednak była Polką, bo zamieniłem z nią parę słów. Ale nie to jednak jest najprzyjemniejsze. Podczas dalszej podróży autobusem, postanowiła się przespać, a przynajmniej ja widocznie miałem tak myśleć. Zaczęła się coraz bardziej "rozpychać". Zaczęło się niewinnie od ręki na moim ramieniu, czy klatce piersiowej. Potem skończyło się na tym, że już cała na mnie leżała i się we mnie wtulała na wszelkie możliwe sposoby. Bardzo przyjemnie było być dla niej poduszką. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Wysiadła w Końskich czyli po jakichś 40 minutach drogi. Okazało się jednak, że zgubiła telefon i to w sumie nie byle jaki po IPhone-a 4s. Chciałem za nią biec żeby go oddać, ale nie zdążyłem. Oddałem więc telefon kierowcy autobusu zostawiając przy okazji swój numer telefonu przy nim, by w razie gdyby się zgłosiła po telefon, mogła zadzwonić jeśli będzie chciała. Oczywiście nigdy telefonu się nie doczekałem, ale zostało mi w głowie przyjemne wspomnienie.
Potem przyszły ferie i wyjazd do Niemiec do rodziców. Przyjemnie to wspominam zwłaszcza, że wioska jest bardzo ładna, a mieszkanie przytulne. W zasadzie już nie mogę się doczekać, aż znów tam będę. Przed samym powrotem do Polski udało mi się zrobić parę zdjęć na krótkiej wycieczce.










LUTY, MARZEC i KWIECIEŃ

Kolejne parę miesięcy bez przełomów. Głównie szkoła, szkoła i szkoła. Uwolniłem się od mojej chorej miłostki która zatruwała mi życie. Ile mi to ulgi przyniosło, to nawet nie potrafię opisać. Poza tym w końcu przywykłem do samodzielności. Ba, nawet mi się spodobała! Już nie wracam do domu co weekend. Wolę zostać i siedzieć na tyłku przez parę tygodni tutaj w Zgierzu, niż tracić w sumie 70 zł w dwie strony. Samodzielność jest do kitu tylko na początku. Potem człowiek uczy się, jako powinien się zachowywać, co robić i jak postępować by było dobrze i tak na prawdę, wychodzi na to, że jest całkiem przyjemnie. Fakt, nadal się tęskni za bliskimi osobami, ale łatwiej się tą tęsknotę znosi jak się czuje dobrze.


MAJ

No i doszliśmy do maja! Rok szkolny pomału się kończy. Wszystko jest tak jak powinno być. Poznałem nawet cudowną dziewczynę, która nie jest fajna tylko z początku, ale ogólnie. Wiążę z nią duże nadzieje i liczę na to, że wszystko będzie dobrze. W wakacje mam zamiar się do niej wybrać bo gdzie ja to usiedzę na tyłku nie mogąc się z nią zobaczyć.
I w sumie chyba na tym kończą się moje wypociny na temat moich przeżyć. Postaram się teraz w miarę systematycznie dodawać jakieś informacje...





... Aaa! Zapomniałbym. Jest też parę "dzieł" dla moich "fanów". Jeśli w ogóle istniejecie to nie mogę was zawodzić jeśli już piszę :).

Wiersz #4
Niekontrolowany bezdech
Wdarł się w moje płuca.
Sięgnął żołądka
Czuję jak się rzuca.
Nie rozumiem czemu!
Nie rozumiem skąd!
Przeszył moje ciało
Jak bolesny prąd.
Przecież ja tylko się boję.
Samotność nie wybiera.
Trochę to beznadziejne,
Tak z codziennością się spierać.
Poranki są najgorsze,
Wtedy wręcz się duszę.
Ale już przywykłem...
Już się tym nie wzruszę.
Żyć i jakoś funkcjonować,
To jest podstawa.
A co dalej ze mną będzie...
To nie moja sprawa.

Wiersz #5
Jego oczy jeszcze tak nie płakały.
Całe cierpienie i cały ból,
Niczym grzmiący chór
Uderzyły w jego serce.
Spojrzenie w lustro dobijało,
Bo w odbiciu, nie było jej za nim.
Nie czuł już jej zapachu kojącego.
Dotyku tak niezwykłego.
Noce zimne nawet pod pierzyną,
Bo brakowało tego ciała.
Tej cudownej bliskości,
Od której ich świad zasłynął.
Łzy spływały...
Jedna za drugą.
Nieskończoną strugą.
Nie było jej. Zniknęła... Odeszła.
Na drugą stronę przeszła.

Opowiadanie #2

    Wszedł do jej pokoju. Była w domu zupełnie sama. Na twarzy malował jej się strach i niepewność, które tylko potęgowały u niego nieprzyjemne uczucie obawy... obawy, że coś jest nie tak. Dopiero co, dostał od niej wiadomość,żeby przyszedł, bo muszą porozmawiać.
    Niepewnym krokiem, jakby zupełnie nie chcąc być w tym miejscu, podszedł do niej. Siedziała na łóżku. Po śladach na poduszce widać było, że dopiero co wypłakała morze łez. Nawet jej wyraz twarzy zdradzał, że z trudem powstrzymuje się od płaczu. "Dlaczego?". "Co się stało?" myślał bez przerwy nie mogąc dać sobie spokoju. Usiadł obok nie spuszczając z niej wzroku. Jego ciemne, brązowe oczy wpatrywały się w jej uciekający wzrok. Nie chciała spojrzeć mu prosto w oczy. Bała się... nie mogła. To było dla niej zbyt ciężkie. W końcu nie wytrzymał i zapytał
- Skarbie. Co się dzieje? Martwię się.
- Po dłuższej ciszy, obserwując go kątem oka, odpowiedziała - Musimy porozmawiać. Nie... Umiem... Nie wiem... - i w tej chwili załamał jej sie głos, przerywając i tak ledwo wyduszone pół zdania.
- Nie spiesz się. Mam czas. Jeśli potrzebujesz najpierw dojść do siebie, to poczekam - rzekł pewnym lecz przestraszonym głosem. W jego głowie powstała burza myśli. Nie radził sobie z tym stanem i choć nie kłamał, że poczeka ile będzie trzeba to każda sekunda doprowadzała go do jeszcze większego szaleństwa. Po paru minutach jednak znów zebrała siły i rzekła
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć... Nie możemy już być razem. Przepraszam, nie mogę!
- W jego oczach natychmiast pojawiły się łzy. Łzy które niemal natychmiast spłynęły mu po policzkach z oczu tak wytrzeszczonych z przerażenia i zdziwienia, że nie dało się ich dokładnie opisać. Zaczął czuć, że tonie. Że odpływa w jakąś nicość i ciemność pochłaniającą go pomału od stóp i zbliżając się do serca. Nie mógł nabrać oddechu. Patrzył na nią zamurowany nie mogąc nic powiedzieć.
- Powiedz coś! Nie wytrzymam tej ciszy! - rzekła zapłakanym głosem desperacji
- Nie wiem co mam powiedzieć. Tak strasznie Cie Kocham! Myślałem zawsze, że Ty mnie też. Tyle lat razem. Tyle cudownych chwil. Tyle radości. Przecież nic nie zapowiadało, że tak się stanie. Wszystko było dobrze! O co chodzi?Proszę Cie powiedz mi Skarbie o co chodzi! To da się wszystko naprawić tylko porozmawiaj ze mną!
- Nie potrafię Ci tego wyjaśnić. Nie umiem! To jest zbyt skomplikowane dla mnie samej.
- Chcesz to wszystko przekreślić? Jesteś dla mnie wszystkim! Mój świat składa się z Ciebie. Bez Ciebie on cały runie. Nie odnajdę się w tym tłumie. Nie odnajdę się już nigdzie gdy nie będzie Cie obok!
- Nie mów tak! To tylko utrudnia wszystko.
- Podjęłaś już decyzję? Jesteś jej pewna?
- Nie jestem niczego pewna...
- Miałem Ci zrobić niespodziankę... pragnąłem Ci się oświadczyć... być Twój już na zawsze - powiedział zrezygnowanym tonem głosu. Ona natomiast nie potrafiła nic z siebie wydusić ze zdumienia. Skuliła się i zaczęła głośno płakać. Patrzył na nią, po czym rzekł.
- Nigdy nie przestanę Cie Kochać. Choćbym miał czekać latami by znów Cie odzyskać, poczekam. Mam nadzieję, że jeszcze to przemyślisz... że zmienisz zdanie i przemyślisz. A tymczasem chyba już pójdę. To zbyt ciężkie bym mógł patrzeć jak płaczesz nie mogąc nic na to poradzić - Popatrzył na nią jeszcze chwilę po czym pomału wstał starając się złapać równowagę po tym druzgocącym ciosie. Łzy płynęły mu po policzkach nieprzerwanym strumieniem. Już zbliżał się do drzwi gdy z głębi domu usłyszał głośne "Czekaj!". Odwrócił się nie wiedząc, czego sie może spodziewać.Zobaczył ją na końcu korytarza. Stała wpatrzona w niego, a on w nią. Jej twarz, cała zapłakana, ledwo poznawalna
była teraz zwrócona ku niemu. Stali tak dobre parę sekund wpatrując się w siebie. Po czym nagle ruszyła w jego stronę.Rzuciła się w jego obięcia płacząc, wydawałoby się, jeszcze bardziej niż przed paroma minutami. Wtuliła się w jego klatkę piersiową znikając w niej jak małe niewinne dziecko. On natomiast nie wiedział co myśleć. Czuł zmieszanie ale jednocześnie radość, że czuje jej dotyk i jej zapach raz jeszcze. Miał całą mokrą koszulkę od jej łez i gdy doszła do siebie po raz kolejny, powiedziała
- Przepraszam! Nie wiem co mnie napadło. Tak strasznie Cie Kocham i - przerwał jej, zatykając jej usta palcem wskazującym.
- Ćśś. Nic już nie mów - po czym zdjął palec z jej ust i pocałował ją. Najpierw delikatnie, ledwie musnął jej usta.Potem coraz mocniej, pewniej i namiętniej. Choć po jej policzkach nadal spływały łzy, odwzajemniała pocałunki. Wziął ją na ręce. Z początku delikatne pocałunki, zaczynały się przeradzać w dziką grę czułości i namiętności. Oparł ją o ścianę całując ją po szyi, klatce piersiowej, biuście i ramionach. Ona obejmowała go nogami i wbijała swoje palce w jego głowę, przyciskając ją ewidentnie usiłując przekaż, by cokolwiek robi, robił to mocniej. Złapał ją mocniej i zaniósł do łóżka...
    Następnego ranka, obudzili się obok siebie. Jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nic sie minionego dnia nie stało. On pierwszy otworzył oczy. Patrząc na nią z delikatnym uśmiechem, smyrał ją po ramieniu. Widać było, że sprawia jej to przyjemność. Jej również przez sen, malował się delikatny uśmieszek. Po paru minutach wyszeptał do jej ucha "kocham Cie", poczym wtuliła się w niego. I tak leżeli zupełnie zatraceni w sobie, jak gdyby świat należał tylko do nich.

środa, 26 lutego 2014

ZMIANY!!!

Witam wszystkich serdecznie!

Dawno już tu nie zaglądałem. Wypadałoby więc chyba wspomnieć, co się działo w tym czasie i jaki był powód tego że mnie nie było tak długi czas, zwłaszcza, że parę osób lubiło czytać moje wypociny. Posta zamieszczam w celu informacyjnym, bo oznajmić, że żyję i mam się jako tako dobrze. Na dniach postaram opisać każdy miesiąc odkąd mnie nie było, dodać parę fotek i tak dalej. Także wyczekujcie cierpliwie :)