sobota, 11 maja 2013

ADRENALINA

 

Są takie chwile, że chciałoby się coś lub kogoś roznieść. Po prostu przychodzi taki moment, wywołany przez słowa lub czyny, że człowiekowi w jednej sekundzie robi się gorąco, zaczyna się pocić i czuć strach i nerwy jednocześnie. Często psuje mi się dzień, ale niektórych rzeczy po prostu bym się nigdy nie spodziewał. Wyobraźmy sobie następującą sytuację:

  1. Jest sobie dziewczyna
  2. Ma chłopaka, który bez wytłumaczenia ją zostawia.
  3. Płacze, cierpi, szuka wytłumaczenia... ale nie ma odpowiedzi.
  4. W końcu dochodzi do wniosku, że już nikogo nie pokocha.
  5. Poznaje nowego chłopaka.
  6. Rozmawia z nim i zaczyna znów wierzyć w miłość.
  7. Zakochują się w sobie.
  8. Zaczynają być ze sobą.
  9. Nie mija tydzień i pojawia się jej były, który oznajmia, że chce się przyjaźnić.
  10. Dziewczyna mimo bólu, który jej sprawił, przytakuje.
A więc teraz załóżmy, że jestem tym nowo poznanym chłopakiem z punktu 5. Jak waszym zdaniem mogę się poczuć? Cieszę się? Może trochę, bo zawsze to przyjaciel... jeden więcej... jakby własny chłopak to było za mało. Jestem zadowolony? Nie wydaje mi się, bym miał z czego. Jestem zdziwiony? Oczywiście, że tak! Niewiarygodnie bardzo, bo gdzie bym się spodziewał czegoś takiego. Jestem zły? Po części tak... ale nie na nią. Ona nie jest niczemu winna. Może nadal czuje do niego słabość... ale to nie miałoby sensu skoro kocha mnie. Może nie daję jej tego co potrzebuje w rozmowach. Może on dawał więcej dlatego chcą się przyjaźnić. Jeśli miałbym być zły, to chyba na samego siebie, bo gdybym dawał to co trzeba, to nie doszłoby pewnie do takiej sytuacji...

Nie ma co gmerać. Przemawia przeze mnie zazdrość, ale tak jest zawsze gdy na kimś człowiekowi zależy. W sumie to jest blog więc mogę wyrzucić z siebie to co myślę. I czuję się lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz