poniedziałek, 13 maja 2013

Opowiadanie #2

PRZYJAŹŃ

 

    Była sobie pewna dziewczynka. Chodziła do szkoły i dzień w dzień mijała ten sam park, te same budynki i te same ulice. Przez dwa lata, codzienna droga była dla niej udręką. Czymś przymusowym, bo kto chętnie chodzi do szkoły. Dopiero w trzecim roku szkolnym, na samym początku, idąc tą samą drogą co zawsze, spostrzegła pewien ogród. Był strasznie zaniedbany. Prawie wszystkie kwiatki zwiędły. Żaden z krzaków nie miał liści i tylko w niektórych miejscach rosła trawa. Stał się taki gdyż poprzednia właścicielka w ogóle o niego nie dbała. Jednak ogród miał w sobie potencjał. Miał jakieś niewyjaśnione piękno. Wystarczyło tylko trochę się nim zająć. Dziewczynkę od razu przyciągnął ów ogród. Nie zareagowała jednak. Mijały dni, a ona codziennie zaglądała czy ktoś może go już przygarnął lecz stawał się tylko coraz bardziej ponury. Pewnego, wolnego od szkoły dnia, przyszła zamieść opadłe liście, powyrywać chwasty i podlać pozostałe, jeszcze żywe kwiaty. Nadal jednak, ogród nie wyglądał okazale. Jednakże dziewczynka była zbyt zmęczona by kontynuować pracę.
    Następnego dnia, idąc do szkoły, spojrzała na ogród, a tam, nieoczekiwanie pojawiły się nowe kwiaty. Ktoś je posadził? Przecież nikt tu nigdy nie zagląda. Zdawało się jakby ogród był wdzięczny dziewczynce, że w końcu ktoś dał mu opiekę. Dziewczynka natychmiast pobiegła podlać nowe kwiaty po czym poszła do szkoły. Wracając dostrzegła kolejne, nowe okazy. Zdumiona, patrzyła na nie i nie mogła zrozumieć skąd się wzięły, lecz znów wzięła się za podlewanie.
    Sytuacja powtarzała się dzień w dzień, aż ogród stał się piękny i okazały. Jeden z najpiękniejszych w mieście. Pewnego dnia, dziewczynka, podlewając kwiaty powiedziała "jesteś wspaniały. Już zawsze będę się Tobą opiekowała". Następnego dnia, na samym środku ogrodu, ujrzała małe kwitnące drzewko. Było niepozorne lecz miało w sobie jakąś niewyjaśnioną moc. Pień miało cieniutki, lecz zadziwiająco mocny. Jego liście, choć małe, świeciły niezwykłym blaskiem nawet w pochmurny dzień. Dziwne to było zjawisko, lecz bardzo piękne. Dziewczynka bardzo chciała, by drzewko wyrosło na potężne i duże drzewo, które każdy będzie podziwiał.
    Tak więc dni mijały, a drzewko wraz z całym ogrodem stawało się coraz większe i piękniejsze.
    Pewnego dnia, ogród jak zwykle czekał, aż delikatna stópka dziewczyny, znów stanie na jego trawie. Lecz ta nie pojawiła się. Minął cały dzień, a dziewczyny nie było. Dopiero po tygodniu dziewczyna zjawiła się ... ale nie sama. Był z nią jakiś chłopak. Wydawał się być spokojny lecz z czasem zaczął zrywać kwiaty, raniąc przy tym ogród. Wszystko to działo się za plecami dziewczyny, która, jakby nie zauważała ubytku tego co piękne.
    Czas mijał, a ogród odchodził na drugi plan. Drzewko przestało rosnąć, a więcej kwiatów już się na nim nie pojawiało. Zdarzyło się w końcu, że dziewczyna znów pojawiła sie sama. Zapłakana i smutna. Ogród chciał ją jakoś pocieszyć. Obtulał ją liśćmi z drzewka i stworzył jakby poduszki z pozostałych kwiatów, lecz to nie pomagało. Dziewczyna nadal płakała. Następnego dnia, znów pojawiła się z chłopakiem, ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
    Sytuacja powtarzała się wielokrotnie, aż w końcu, w ogrodzie nie został ani jeden kwiat, a drzewko całkiem potraciło liście. Ogród stracił swoją opiekunkę. Mimo iż jej życie płynęło dalej, to do ogrodu zaglądała bardzo rzadko, ale już nie podlewała kwiatów. Już nie uśmiechała się jak kiedyś. Za każdym razem, gdy tylko ogród czuł jej obecność, zapuszczał na drzewku jeden tylko liść tak samo piękny i lśniący jak niegdyś, ale dziewczyna odwracała wzrok i odchodziła. W tej samej chwili liść, tak jak się pokazał, tak opadł. Dziś ogród pozostaje znów zaniedbany, a dziewczyna już się nim nie interesuje.

___________________________

Opowiadanie pisane przenośniami. Ma głębszy przekaz. Nie pisał bym o dziewczynkach i ogrodach przecież :P. Liczę na komentarze :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz